PWC Poggio Bustone 2008

Z Mistrzostw Polski, ja, Bubuś, Mali, Łosoś, Klaudyna i Roberto pojechaliśmy na Puchar Świata w Apeniny do Poggio Bustone koło Rieti (to takie włoskie Leszno – słynne lotnisko sportowe). Dziś graliśmy pierwszy task. Niestety tylko Paweł doleciał do mety. Mnie zabrakło 100 m, Maliemu 500 m, Łosoś padł przy ostatnim punkcie zwrotnym, Roberto wcześniej, Ewa Wiśnierka padła koło drugiego punktu zwrotnego gdzie było najtrudniej. Ogólnie było ciężko, latanie nisko przy silnym wietrze.

Początek zaraz po starcie wyglądał słabo, ale chwilę później szybko budujące się chmury ciagnęły ładnie. Niestety od północnego zachodu zbliżała się strefa pełnego zachmurzenia. W dobrych warunkach zrobiliśmy pierwszy punkt zwrotny pod wiatr i drugi z wiatrem. Lecąc do drugiego punktu z wiatrem, inaczej niż czołówka, zrobiłem maksymalną wysokość i starałem się jej nie stracić lecąc pod chmurami w wyniku tego po punkcie byłem na prowadzeniu, bo nie musiałem odbudować wysokości w locie pod wiatr. Niestety skończył się obszar nasłoneczniony i moja koncepcja lotu (tym bardziej, że leciałem tu pierwszy raz). Musiałem zwolnić. Nad startem rozglądałem się chwilę w słabym noszeniu. Czołówka skoczyła na następną górę to i ja za nimi. Tam na żaglu w tłoku znowu zyskaliśmy trochę wysokości. Trzeba było przeskoczyć pod wiatr przez dolinkę bez miejsca do lądowania. Następnej dolinki nie było widać. Paweł skakał za nisko i musiał się cofnąć. Ja przeleciałem ze 150 m nad żeberkiem. Na jego nawietrznej stronie starałem się dolecieć do punktu zwrotnego. Dolinka za żeberkiem nie bardzo nadawała się do lądowania. Punkt zwrotny niby był na tej samej grańce wzdłuż której leciałem ale odgrodzony takim kociołkiem gdzie żagiel nie działał. Na dodatek w poprzek tego kotła szła linia energetyczna. Ogólnie było nisko, tutbulentnie, niebezpiecznie i ogólnie ch…wo. Ktoś wpadł w drzewa i dwóch pilotów lądowało by mu pomóc (jednym był Urban Valic).

Zaczęło znowu świecić słońce. Zrobiłem punkt i starałem się wrócić w góry, ale wymagało to kręcenia się nisko bo zboczach w silnej turbulencji. W końcu przebiłem się w poprzek wiatru na zawietrzną, ale oświetloną stronę tego żebra, gdzie odbudowałem wysokość i gdzie spotkałem znowu Pawła, który dopiero leciał na punkt. Dolot do następnego punktu z wiatrem był bezproblemowy ale chmury tylko trzymały i nie było gdzie zrobić wysokości, także po punkcie byłem znowu nisko i znowu skakałem przez jakąś dolinkę z wylotem odgrodzonym drutami. Wykręciłem się jednak w mocnym noszeniu razem z Dawidem Ohlidalem. Razem skoczyliśmy na ostatni punkt zwrotny (prawie 10 km w dolinie). GPS pokazywał mi potrzebną doskonałość 8 aby dolecieć do mety. Trzymało przez większą część przeskoku do punktu, ale było pod wiatr. Przed punktem widziałem padające glajty i jednego, czerwonego, kręcącego komin. Przeleciałem przez komin, zrobiłem punkt i wróciłem do niego. Dołączył no mnie Dawid. Wtedy ten czerwony skoczył do mety. Dolot do mety był z bocznym wiatrem. Komin osłabł i zdecydowałem, że nie opłaca się już w nim krążyć. GPS pokazywał potrzebną doskonałość 9, potem 8, 7, … a potem wzrosło opadanie i 8, 9. Przeleciałem nad jeziorkiem cały czas pilnując strzałki. Czerwony doleciał do mety … 10, 11 … Na 30 może metrach nad ziemią przeleciałem przez niewielkie noszenie, na 2 m zakręciłem lekko pod wiatr i wystawiłem nogi z kokona. Lądowałem w zbożu siągającym łydki. Na metę doszedłem… z glajtem zebranym w różyczkę. Po jakimś czasie wysoko doleciał Paweł.

Jestem zmęczony i idę spać.

Dzień drugi

W nocy padał deszcz, ale poranek przywitał nas słoneczną pogodą, choć z dziwnie wyglądającymi chmurami w górach. Prognozy nie były korzystne, ale pojechaliśmy na start. Czekaliśmy dość długo obserwując zwiększające się zachmurzenie, raczej bez wiary na polatanie. Kwitło typowe w takich sytuacjach zawodnicze życie towarzyskie. Potem zaczął padać słaby deszcz. Część osób wystartowała przed nasileniem się opadu i zleciała na lądowisko, inni pojechali samochodami na dół. Potem spotkaliśmy czołówkę PWC w supermarkecie – pomidory, oliwki, parmezan, wino…

Trochę o tutejszym rejonie

Góry w okolicy są wysokie, na szczytach gdzieniegdzie widać śnieg, ale na oko przypominają raczej Beskidy niż Alpy. Zbocza zalesione i nawet dość strome. Droga na startowisko jest koszmarna. Nad miasteczkiem Poggio Bustone umieszczonym na stromym stoku góry są dwa startowiska. Roślinność taka… swojska – jurajska, tarniny i dzikie róże, wapienne skały. Warunki do latania dobre – wczoraj podstawy były na 2800-2900, noszenia do 4-5 m/s. Wiał dosyć silny wiatr – do 20 km/h, ale nie przeszkadzał bardzo przy lataniu wysoko. Tyle, że nie zawsze się dało lecieć wysoko. Na południowy zachód od gór jest szeroka dolina z polami i łąkami pośrodku niej jest lotnisko w Rieti.

Wieczorem dotarła do nas grobowa wieść, że Viking nie uznał wyników Mistrzostw Polski. Zastanawialiśmy się czy nie oblec włosienicy i nie posypać głów popiołem ale… nasz wybuch śmiechu rozbawił nie tylko braci Słowaków (a w zasadzie jednego z braci Vyparinów) i Czechów, ale też inne zaprzyjaźnione nacje.

Łosoś obudził się z podbitym okiem (pewnie Bubuś zahaczył go łokciem w czasie snu) i wyprowadził się z namiotu do Czechów w kamienne ściany pod dach kryty dachówką (tak się tutaj buduje).

Task 2 (wtorek)

Dziś czekaliśmy dosyć długo na starcie. Xavier żartował sobie z wczorajszego zwycięzcy konkurencji, że siedzi w górach, robi dzieci i czasami pojawia się na zawodach, no i… wygrywa – np. pojechał na Mistrzostwa Świata i Mistrzostwa Europy… i tutaj na PWC.

Z rana wiał silny północno-wschodni wiatr, czyli dokładnie w plecy. Czekaliśmy aż termika przeważy i będzie można startować. Po otwarciu okna nie było za wielu chętnych do startu. Jako jeden z pierwszych odpalił Paweł. Latał też nad startem „kameraman” i robił zdjęcia z powietrza.

Ja się za bardzo grzebałem i po starcie nie mogłem się jakoś wykręcić, w wyniku czego do cylindra startowego, co prawda zdążyłem, ale miałem 300 m straty wysokości do czołówki. Po pierwszym punkcie zwrotnym pierwsza grupa podzieliła się na dwie i chyba wybrałem lepszą, bo do drugiego punktu doleciałem przyzwoicie. Potem trzeba było przeskoczyć 10 km w poprzek doliny. Po drugiej stronie pierwsze glajty spadły nisko. Bardzo odważnie, ale logicznie poleciał Łosoś i wyprzedził całą stawkę. Na przedostatnim punkcie zwrotnym był chyba pierwszy. Po punkcie wróciłem w ten sam rejon. W dole widziałem Maliego jak walczył z krawatem. Dokręciłem do osłabnięcia komina, ale brakowało mi trochę do dolotu do mety. Zobaczyłem wykręcające się z boku glajty, więc skoczyłem do nich i dokręciłem potrzebną wysokość.

Dolot dziś był zadziwiająco spokojny. Po wczorajszych doświadczeniach przyleciałem zapasem z 200 m. Po mnie przyleciał Mali, ale trochę niżej. Lądowaliśmy w tym samym czasie. Na mecie był już Roberto. Klaudyna też doleciała, Ewa doleciała w podobnym czasie jak ja i Mali. Paweł przyleciał spóźniony kilkanaście minut.

Dzień czwarty, task unieważniony (środa)

Wczoraj wieczorem było party w stylu włoskim. Obiad z kilkunastu dań. Były też specjalne nagrody dla teamów za pierwszą konkurencję w pucharze 2008.

Pogoda z rana podobna jak wczoraj. Wiatr z tyłu i zacienione przedpole. Kilka razy zmieniano godzinę otwarcia okna, bo nie bardzo dało się wykręcić po starcie z ziemi. W końcu ustalono konkurencję prędkościową z indywidualnym czasem startu, ale z limitem do 15:00. Kto wystartował po 15:00 i tak miał czas startu 15:00. Większość pilotów czekała do końca. Ja startowałem 10 min przed limitem razem z Robertem, Łosoś poleciał wcześniej, Klaudia odchodziła chwilę po nas, a Paweł miał problem ze startem z ziemi.

Kiedy dolatywaliśmy z Robertem do drugiego punktu zwrotnego konkurencję przerwano ze względu na opad deszczu i gradu oraz budujące się dalej na trasie Cb z wyładowaniami. Wróciliśmy na lądowisko. Tutaj polataliśmy chwilę w słońcu susząc skrzydełka po deszczu. Okoliczne jeziorka mają swoisty urok do podziwiania tylko z góry, bo brzeg jest trzciniasty. Kilka osób latało po okolicy pomimo burz wkoło.

Kampingowe życie nocne…

Mieszkamy na kampingu, który został na czas zawodów wydzielony z lądowiska. Jest tutaj kilka budynków, dmuchane namioty reklamowe, działa bar typu przyczepa + namiot (można zjeść coś w rodzaju śniadania). Działa WiFi, ale łącze do internetu jest wolne.

Jest jedna łazienka w murowanym budynku i tam czasami pojawia się ciepła woda, ale od wczoraj ta łazienka jest „Out of order”. Są też dwa prysznice w budkach typu Toi-Toi, ale woda tylko zimna (przeraźliwie) i strasznie powoli ciecze. Ja dzisiaj nie zdecydowałem się na namydlenie głowy bo bałem się, że płukanie zajmie mi 10 minut.

Ogólnie organizacja tych najważniejszych rzeczy wyraźnie gorsza niż na Polish Open, choć pracuje tutaj przy zawodach z 5 razy tyle osób, wszyscy mają gustowne kamizelki z logo organizatora, a my dostaliśmy stosowne czapeczki i pół kilograma folderów reklamowych. Wczorajszy obiad był imponujący, a dziś byliśmy w pizzeri, która ufundowała dla każdego zawodnika bilet na 1 pizze + piwo.

Tak sobie piszę bo z-uploadowanie obrazka nie powiodło mi się enty raz…

Dzień piąty, Task 3 (czwartek)

Rano była mgła, która zamieniła się w malownicze cumulusiki o podstawach 50 m nad doliną. Dziś wiatr był słabszy, północny i północno zachodni i chmury nie wychodziły z tyłu gór. Przedpole było cały czas oświetlone słońcem.

Okno było otwarte o 12:00, cylinder startowy godzinę później. W prognozie było dosyć duże prawdopodobieństwo burz. Konkurencja 68 km „race to goal”, zygzak po okolicy z dwoma punktami zwrotnymi mocno wysuniętymi w dolinę. Trzeba było latać po płaskim, bo przy dzisiejszych podstawach chmur ok. 2500 m.n.p.m. nie dało się doleciec do punktu i wrócić w góry lotem ślizgowym. Początek leciałem przyzwoicie, potem się trochę zagrzebałem. Paweł lecial z przodu prawie cały task, ale padł na płaskim przed ostatnim punktem zwrotnym. Podobnie Klaudyna. Łosoś i Robert lecieli w mojej okolicy. Na przedostatnim punkcie dogonił mnie Mali. Lecieliśmy do ostatniego punktu z silnym czołowo-bocznym wiatrem i brakowało nam troche wysokości aby go zrobić.

Za większym jeziorkiem (mniejsze jest koło lądowiska) przelecieliśmy przez rejon bez duszenia i z lekką turbulencją. Mali zrobił jedno, może dwa kółka i poleciał dalej, a ja zacząłem w tym rzeźbić. Po każdym okrążeniu poprawiałem trochę pod wiatr obserwując inne glajty w okolicy. Po kilku próbach miałem już metr wznoszenia, ale Mali był już daleko i nisko. Latałem z jakimś Mac-kiem, UP i Axisem. Po dalszych kliku minutach złapałem zdecydowany komin ok 2.5 m/s. Znosiło mnie w kierunku lotniska, gdzie jest sterfa zakazana. Kiedy komin zesłabł, skoczyliśmy na punkt. Po punkcie dolot był z tylno-bocznym wiatrem ale doskonałość potrzebna do dolecenia do mety rosła (czyli nie miałem dolotu). Do mety było już tylko 4 km. Trzymałem się nawietrznej strony trasy – inaczej niż glajty lecące ze mną. Oni tracili wysokość w stosunku do mnie. Doskonałość potrzebna do mety była ok. 8 i rosła, czyli wychodziło, że nie dolecę, ale zobaczyłem falujace zboże przede mną. Trzy glajty po prawej złapały komin na oko 1-1.5 m/s. Zastanawiałem się przez chwilę czy nie skoczyć do nich ale poleciałem swoją trasą i złapałem 3 m/s zrobiłem 3 może 4 kółka i co najmniej o 2 za dużo. Oni wyszli chwile wcześniej z komina i już nie udało mi się ich dogonić ale dolecieli bardzo nisko. Mnie nosiło po drodze i było turbulentnie i kilka razy musiałem puścić speeda, nad metą miałem z 200 m.

Konkurencję wygrał Mikołaj Szorochow, ja miałem stratę 35 minut. Doleciał też Sławek Matras, Łosoś – kilkanaście minut po mnie i Roberto, ale nie wiem jeszcze z jakim czasem, bo strasznie jest małomówny. Lądowałem pod namiotem i o mało nie przewiesiłem sobie glajta przez druty bo w czasie podejscia zmienił mi się gwałtownie kierunek wiatru. Kokurencja została zatrzymana z godzinę po moim lądowaniu, bo w okolicy zrobiły się burze. Na lądowisku nie padało, ale w promieniu 10 km były 4 Cb z opadem i wyładowanami. W powietrzu został jeden glajt i publiczność przez dobre 20 minut ogłądała jego walkę aby wylądować.

Dziś jest party na lądowisku, bezpłatne żarcie dla wszystkich, ale ilość napojów podobno ograniczona.

Task 4, 113 km

Wczoraj (piszę rano bo wróciliśmy bardzo późno) lecieliśmy konkurencję 113 km. Najpierw 2 punkty zwrotne w okolicy, a potem docel do lądowiska oddalonego o ponad 90 km od startu. Pogoda zapowiadała się świetnie, bez silnego wiatru, tylko w końcówce prognozowana była silna bryza wiejąca z północnego wschodu wzdłuż długiej doliny i potem na płaskiej części przed lądowiskiem.

Początek był trudny, nie mogłem wykręcić się po starcie, noszenia były słabe, a podstawa chmur wysoko. Podobne problemy mieli inni, tylko jedna kilkunastoosobowa grupa miała wyraźną przewagę – w tej grupie leciał Łosoś. W cylindrze startowym byłem spóźniony kilkanaście minut. Następny punkt poszedł mi trochę lepiej i potem skoczyłem nad grań wysokich gór. Podstawę chmur na ok. 2500 zrobiłem nad ośrodkiem narciarskim głęboko w górach. Do mety było wyraźnie pod wiatr. Dalsza część trasy była zagadką, znaną większości pilotów tylko z mapy. Do następnych wysokich gór udało mi się dolecieć bez potrzeby wykręcania się z parteru. Góry tworzyły tutaj coś w rodzaju krateru o średnicy kilku kilometów z ładnymi łąkami w środku ale powrót stamtąd byłby pewnie dosyć długi. Większość glajtów w okolicy wybrała drogę wzdłuż zbocza pod chmurami, a ja skoczyłem w poprzek – chyba na tym straciłem.

Przyszedłem kilkaset metrów nad przeciwległa granią. Tutaj uformowała się luźna, kilkuosobowa grupa z Klaudyną, Tomaszem Braunerem, Radkiem Veczerą, Stefanem Vypariną, Petrem Vrabecem, jakimś Swingiem (Ewa?) i Ozonem. Lecieliśmy po zawietrznej, ale nasłonecznionej stronie gór. Podstawa chmur tutaj była na ok 3500 m.n.p.m i noszenia silniejsze. Wpływ bocznego do grani wiatru był wyraźny i turbulencja dawała nam się trochę we znaki, ale przynajmniej wzrosła trochę nasza prędkość, bo na przeskokach GPS zaczął pokazywać wartości powyżej 40 km/h a nie 25-30 jak we wcześniejszej części trasy. Koło dużej góry pokrytej śniegiem spotkaliśmy stado kilkunastu sępów. Po prawej stronie był wielki obszar płaskiego terenu pokryty geometrycznie idealnymi prostokątami pól. Meta była po przekątnej tego płaskiego i oddalona jeszcze 40 km.

Radek i potem Klaudia polecieli w prawo, ja z Tomaszem i jakimś Axisem lecieliśmy na czele naszej grupy dalej wzdłuż grani. Zaczynało się robić późno. Nad ostatnią wysoką górą wykręciliśmy sufit – ok. 3200 m. Do mety było ok 20 km płaskiego z tylno-bocznym wiatrem. W poprzek doliny gdzie miała wchodzić bryza stały wielkie wiatraki i kręciły się… Lecieliśmy razem rozsypani może na 300m szerokości i 100 wysokości. Ja starałem się utrzymywać pozycję z lewej – nawietrznej strony grupy. Doskonałość do mety wynosiła 9 i nie rosła, a nawet na chwilę spadła na 8. Meta była schowana za 300-400 metrową górą, na zawietrznej. Tutaj nasz zapas wysokości stopniał błyskawicznie. Tomasz i ja próbowaliśmy znaleźć coś na nawietrznej tej górki. Nie mieliśmy postępowej pod wiatr i spłukało nas do doliny. Chwilę pokręciłem się w jakimś kominie na płaskim ale oddalałem się od mety, a noszenie było słabe. Końcowe kilkaset metrów leciałem w kierunku mety pod przednio-boczny wiatr, zabrakło mi ok. 3 km.

Sympatyczny mechanik samochodowy wyszedł z warsztatu aby mnie obejrzeć, zatrzymał znajomego jadącego samochodem, który mówił po angielsku. On poczekał aż się spakuję i zawiózł mnie na metę.

Klaudii, Pawłowi i Robertowi zabrakło kilkanaście kilometrów, Mali lądował w tym samym rejonie co ja, ale wcześniej, Łosoś doleciał na 2 km od mety. Do mety doleciało 6 pilotów.

Ostatni task unieważniony.

W sobotę było zakończenie zawodów i ostatni dzień rozgrywania konkurencji. Wiało ponad 45 km/h w plecy i pomimo silnego nasłonecznienia było dosyć stabilnie (ciepła masa powietrza). Termika działa (czego dowód naoczny mieliśmy kiedy o mało nie odleciał jeden glajt z uprzężą i elektorniką, ale zakończyło się to tylko porwaniem worka od skrzydła – obserwowaliśmy potem jego lot pod chmurę), ale nie powstała zdecydowana bryza górska umożliwiająca bezpieczny start. Konkurencja została odwołana. Nikt z pilotów nie poleciał na lądowisko.

Wieczorem było rozdanie nagród. Wygrał Urban Valic ze Słowenii. Renata Kuhnowa z Czech triumfowała w kategorii kobiet.

Wyniki generalne:

# Name T1 T2 T3 T4 Points
1 Urban Valic 995.0 937.0 973.0 998.0 3903
2 Primoz Podobnik 988.0 942.0 929.0 907.0 3766
3 Stefan Schmoker 975.0 915.0 933.0 935.0 3758
4 Alexander Schalber 919.0 899.0 872.0 973.0 3663
5 Gasper Prevc 900.0 884.0 936.0 858.0 3578
6 Dmitry Maslennikov 873.0 916.0 884.0 902.0 3575
7 Jean-Marc Caron 886.0 913.0 823.0 932.0 3554
8 Torsten Siegel 972.0 974.0 644.0 951.0 3541
9 Jinoh Kim 975.0 802.0 758.0 941.0 3476
10 Karlo Bonacic 832.0 824.0 938.0 881.0 3475
11 Christian Biasi 950.0 984.0 642.0 890.0 3466
12 Federico Nevastro 966.0 911.0 753.0 827.0 3457
13 Peter Vrabec 881.0 952.0 761.0 860.0 3454
14 Paolo Zammarchi 989.0 937.0 636.0 864.0 3426
15 Primoz Susa 973.0 932.0 609.0 891.0 3405
16 Tomas Brauner 901.0 622.0 990.0 886.0 3399
17 Mauro Maggiolo 882.0 795.0 796.0 909.0 3382
18 Luca Donini 1000.0 984.0 495.0 880.0 3359
19 Jeremie Lager 577.0 908.0 937.0 933.0 3355
20 Andreas Malecki 897.0 914.0 696.0 832.0 3339
21 Ayumu Miyata 757.0 888.0 803.0 887.0 3335
22 Jurij Vidic 531.0 922.0 930.0 930.0 3313
23 Raul Penso Hernandez 806.0 807.0 817.0 878.0 3308
24 Mark Hayman 873.0 636.0 824.0 909.0 3242
25 Russell Ogden 604.0 856.0 883.0 898.0 3241
25 Arnaud Secher 889.0 960.0 463.0 929.0 3241
27 David Ohlidal 615.0 888.0 811.0 911.0 3225
28 Damir Biondic 898.0 756.0 643.0 907.0 3204
29 Karel Vrbensky 851.0 555.0 935.0 862.0 3203
30 Helmut Eichholzer 606.0 656.0 929.0 1000.0 3191
31 Radek Vecera 601.0 784.0 884.0 908.0 3177
32 Yassen Savov 996.0 984.0 214.0 976.0 3170
33 Matthew Beechinor 791.0 1000.0 498.0 880.0 3169
34 Aljaz Valic 950.0 858.0 470.0 885.0 3163
35 Martin Brunn 504.0 883.0 876.0 890.0 3153
36 Adrian Thomas 953.0 515.0 798.0 875.0 3141
37 Andy Aebi 176.0 1000.0 944.0 1000.0 3120
38 Renata Kuhnova 771.0 781.0 660.0 905.0 3117
39 Charles Cazaux 954.0 750.0 493.0 913.0 3110
40 Andre Rainsford-Alberts 861.0 888.0 470.0 864.0 3083
41 Jose Manuel Reina Lagos 704.0 849.0 606.0 920.0 3079
42 Jamie Messenger 777.0 757.0 664.0 873.0 3071
43 Krzysztof Ziolkowski 622.0 880.0 641.0 913.0 3056
44 Keiko Hiraki 663.0 879.0 563.0 906.0 3011
45 Anja Kroll 310.0 940.0 885.0 873.0 3008
46 Frank Brown 955.0 616.0 484.0 948.0 3003
47 Joachim Oberhauser 513.0 743.0 836.0 879.0 2971
48 Biagio Alberto Vitale 325.0 874.0 910.0 860.0 2969
49 Peter Neuenschwander 715.0 944.0 350.0 950.0 2959
50 Marco Littame 823.0 560.0 810.0 751.0 2944
51 Maurizio Bottegal 649.0 859.0 487.0 933.0 2928
52 Olivier Rössel 615.0 916.0 455.0 928.0 2914
52 Stephane Drouin 316.0 892.0 810.0 896.0 2914
54 Debu Choudhury 308.0 864.0 810.0 922.0 2904
55 Jean-Michel Ara-Somohano 800.0 535.0 668.0 892.0 2895
56 Christian Tamegger 614.0 611.0 758.0 903.0 2886
57 Robert Bernat 353.0 920.0 760.0 821.0 2854
58 Frantisek Pavlousek 553.0 737.0 688.0 869.0 2847
59 Ewa Wisnierska 264.0 858.0 795.0 925.0 2842
60 Stefan Wyss 178.0 904.0 778.0 941.0 2801
61 Wojciech Maliszewski 614.0 848.0 438.0 891.0 2791
62 Semih Sayir 354.0 940.0 576.0 879.0 2749
63 Urs Schoenauer 310.0 632.0 925.0 879.0 2746
64 Luciano Gallo 827.0 420.0 659.0 835.0 2741
65 Ermanno Pedroncelli 759.0 480.0 602.0 895.0 2736
66 Steven Etherington 225.0 829.0 804.0 871.0 2729
67 Craig Collings 310.0 688.0 796.0 923.0 2717
68 Jens Kierdorf 919.0 498.0 400.0 894.0 2711
69 Joel Debons 984.0 241.0 484.0 994.0 2703
70 Kaoru Ogisawa 274.0 866.0 639.0 897.0 2676
71 Yann Martail 892.0 502.0 411.0 851.0 2656
72 Michael Sigel 944.0 793.0 908.0 2645
72 Aleksej Lobikov 311.0 796.0 693.0 845.0 2645
74 Armin Eder 271.0 605.0 843.0 922.0 2641
75 Hana Matyaskova 723.0 526.0 524.0 862.0 2635
76 Orlin Dimov 225.0 606.0 828.0 928.0 2587
77 Eliane Ueltschi 718.0 543.0 418.0 900.0 2579
78 Pawel Faron 710.0 655.0 402.0 807.0 2574
79 Jimmy Pacher 256.0 967.0 487.0 863.0 2573
80 Slawomir (slavek) Matras 177.0 616.0 797.0 924.0 2514
81 Nikolay Shorokhov 175.0 423.0 1000.0 900.0 2498
82 Martin Orlik 248.0 961.0 426.0 862.0 2497
83 Marcus Malmqvist 548.0 745.0 261.0 913.0 2467
84 Rafal Luckos 555.0 407.0 573.0 928.0 2463
85 Simon Issenhuth 548.0 958.0 948.0 2454
86 Ronny Geijsen 279.0 909.0 383.0 879.0 2450
87 Davide Cassetta 177.0 898.0 485.0 874.0 2434
88 Stefano Sottroi 577.0 605.0 565.0 672.0 2419
89 Settimio Calvarese 765.0 576.0 145.0 922.0 2408
90 Radomir Vyhlas 153.0 496.0 826.0 925.0 2400
91 Seyong Jung 256.0 801.0 402.0 916.0 2375
92 Michael Von Wachter 175.0 856.0 459.0 868.0 2358
93 Eric Olivier 607.0 827.0 73.0 841.0 2348
93 Eric Olivier 2348
94 Olivier Humbert 248.0 721.0 524.0 841.0 2334
95 Elisa Houdry 271.0 772.0 484.0 805.0 2332
96 Marko Hrgetic 271.0 811.0 336.0 903.0 2321
97 Jean-Francois Chapuis 719.0 39.0 590.0 936.0 2284
97 Stefan Vyparina 209.0 357.0 801.0 917.0 2284
99 Anders Baerheim 251.0 755.0 383.0 863.0 2252
99 Matt Dadam 314.0 754.0 261.0 923.0 2252
101 Stefan Ivanov 250.0 441.0 584.0 948.0 2223
102 Martin Jovanoski 517.0 652.0 142.0 900.0 2211
103 Klaudia Bulgakow 237.0 745.0 407.0 799.0 2188
104 Todd Weigand 195.0 678.0 370.0 928.0 2171
105 Dorothea Stichlmair 196.0 758.0 283.0 908.0 2145
106 Hilmi Ince 211.0 594.0 438.0 898.0 2141
107 Peter Sommer 724.0 785.0 572.0 43.0 2124
108 Vittorio Trieste 270.0 815.0 146.0 880.0 2111
109 Mauro Marini 307.0 727.0 303.0 764.0 2101
110 Pierandrea Patrucco 271.0 272.0 662.0 885.0 2090
111 Cecilio Valenzuela Requena 247.0 659.0 403.0 773.0 2082
112 Georgi Jordanov 235.0 591.0 482.0 765.0 2073
113 Thomas Brandlehner 23.0 787.0 354.0 908.0 2072
114 Michal Sneiberg 275.0 565.0 213.0 934.0 1987
115 Adie Kumar 596.0 371.0 48.0 887.0 1902
116 Marcel Bourgondien 320.0 643.0 118.0 814.0 1895
117 R.Ozay Zorlu 247.0 746.0 778.0 12.0 1783
118 Iván Colás Azcárate 142.0 371.0 364.0 780.0 1657
119 Peter Frauenschuh 153.0 212.0 484.0 779.0 1628
120 Hans Bollinger 574.0 811.0 160.0 42.0 1587
121 Ludovic Sivignon 266.0 807.0 387.0 1460
122 Ludek Prochazka 175.0 585.0 604.0 65.0 1429
123 Alireza Esna ashari 123.0 363.0 538.0 309.0 1333
124 Marina Olexina 211.0 262.0 438.0 292.0 1203
125 Jolanda De zeeuw 179.0 231.0 587.0 126.0 1123
125 Caroline Brille 235.0 547.0 267.0 74.0 1123
127 Savas Kiroglu 254.0 209.0 397.0 148.0 1008
128 Jaroslav Janduch 260.0 594.0 854
129 Rasa Grigoraitiene 179.0 363.0 276.0 16.0 834
130 Regina Stagnitti 50.0 230.0 144.0 424

Zobacz też: