Pre Euro Championship Abtenau 2009

Do Abtenau dotarłem wraz z Karoliną, Bartkiem i Klaudią zaraz po zakończeniu Mistrzostw Czech. Nie pisałem o nich, ponieważ nie miałem dojścia do internetu.

Znaleźliśmy mieszkanko, dołączył do nas luzak z Portugalii – Claudio. W niedzielę rano do kościółka a potem na start. Wywieźli nas na górkę o przewyższeniu 800m w pobliżu Dachstein. Dzień treningowy. Początkowo cumulusy były na wysokości 2800m, ale po 2 godzinach już na 3600. Piękne widoki, niestety w pobliżu szczytu wiatr wiał z prędkością 50km/h. Wolałem nie podlatywać blisko.

Pierwszego dnia zawodów część pilotów pojechała na wycieczkę do Salzburga, a pozostali próbowali polatać pomiędzy opadami.

Dzisiaj jesteśmy już po 3h oczekiwaniu na starcie. Zaczęła się impreza – wsuwamy potrawy z grilla. Naprawdę do syta i smacznie. Mam nadzieję że jutro pójdzie task – przynajmniej prognozy są optymistyczne.

20 maja 2009

Poszedł task. Nie mogę powiedzieć, że był dla mnie szczęśliwy – zaraz po starcie duży krawat, kilka zwitek w spirali, ale udało mi się wyciągnąć kawałek za luźne linki. Potem już dało się utrzymać kierunek i powoli rozłożyłem skurczybyka. Straciłem trochę psychacza. Dalszy lot przebiegał w miarę spokojnie, niestety leciałem już powoli. Wyników jeszcze nie ma, ale myślę że będę ok. 50.

Po pierwszej konkurencji jestem 64 (można powiedzieć żem jest dupa).

21 maja 2009

Oczywiście start znowu zepsułem. Tym razem 14min przed otwarciem okna byłem wśród 4 pilotów na 3500 gdy reszta krążyła mozolnie pod nami. Wpadłem na „świetny” pomysł, że znajdę następny jak wcześniej. Niestety…

Otwierałem trasę 1000m pod wszystkimi – total kanał. Szkoda, że nie zrobiłem zdjęcia 130 szmat w jednym kominie pod chmurką. Postanowiłem, że skoro jestem już w takiej dupie nawet nie mając dolotu do następnej grani, to polecę na dużym ryzyku. O dziwo coś tam zadziałało i powoli zrobiłem wysokość i gaz na punkt. Mając około 4 km do punktu, za Dachsteinem mijali już mnie pierwsi zawodnicy, lecący z powrotem w kierunku ostatniego punktu.

Po zaliczeniu cylindra wiedziałem, że jeśli polecę za resztą, to na mecie będę około 60, 70 miejsca, więc znowu postanowiłem zaryzykować, Rzuciłem się na skuśkę przez płaskowyż Dachsteina i w miarę to działało. Nadrobiłem około 5km do czołówki. Trochę niepotrzebnie kręciłem komin przed ostatnim punktem, bo na metę doleciałem mając 700m, ale to już szczegół.

Wyników jeszcze nie ma ale chyba będzie lepiej niż wczoraj.

Nie było źle – byłem 35. Ale to liczenie punktów jest dziwne (chociaż sprawiedliwe, bo całą trasę byłem z tyłu, tylko na koniec podgoniłem, więc nie dostałem punktów za aktywność).

Doskonale spisuje się nasz kolega z Portugalii – Claudio – po 2 taskach jest 4.

  1. Durogatti A
  2. Druin S
  3. Savov Y
  4. Claudio Virgilio !!!

Nam niestety idzie marnie, chociaż patrząc na latanie Bartosza, myślę, że za rok, może dwa, będziemy mieli komu kibicować. Kolega Bartek powiedział, że lata dopiero 2 lata i już walczy jak stary zawodnik. Choć jego psycha i cierpliwość jest bardzo słaba. Na szczęście Klaudia go prostuje.

Wieczorem do Abtenau dotarli moi Ziomale – Saper, Gaździna i Kleja z Ewą. Aga zrobiła dwa piękne przeloty w Tolminie.

22 maja 2009

Poszła konkurencja. Wiało raczej bardzo mocno – momentami pod wiatr stało się w miejscu. Trasę rozłożyli jak na takie warunki bardzo dobrze. Jako start ustawili cylinder oddalony pod wiatr jakieś 1500 m. Na tym odcinku straciłem jakieś 800m i potem nie miałem już wyboru – znalazłem się na środku doliny, gdzie wiało jak fiks. Na szczęście złapałem jakieś szarpnięcia i zdryfowałem w nich nad taką górkę, na której opierał się wiatr. Jazda na maxa 50m nad glebą. Pode mną z prawej druty z wysokim napięciem. Trochę na żaglu, trochę na termie wyrzeźbiłem jakieś 150m i odszedłem w prawo na mocno nasłonecznione zbocze na zawietrznej. W karkołomnym kominie wyjechałem w końcu na dużą wysokość – wszystko trwało ok. 40, 50 minut.

Czołówka oczywiście mi odleciała. Dalej szlo mi już całkiem nieźle. Regularnie kominy odchodziły z nawietrznych stron grani. Raz wyjechałem prawie na 3000 i z wiatrem bez speeda miałem 89km/h. Wykręciłem ostatni i ruszyłem w stronę mety. Wario pokazywało doskonałość. 8, a że było z wiatrem, stwierdziłem że dolecę bez problemu. Na 4 km przed metą dostałem poważną niesygnalizowaną bombę, spadłem ze 100m i nagle mój dolot diabli wzięli, ponieważ przede mną była grań której z tej wysokości nie byłem w stanie zrobić. Grzecznie zawróciłem i parę minut potem wylądowałem na eleganckiej łące. Kolega, który leciał za mną, oczywiście doleciał. Ale jest też dobra wiadomość, mój wspólnik z pokoju – Claudio Virgilio po tym tasku wejdzie chyba na 1 miejsce. Na mecie było 26 pilotów.

Bartek po tasku strasznie się zdenerwował i razem z Klaudią piszą protest. Czyżby Bartek przejął pałeczkę po Malim?

Claudio jest pierwszy – rysnął Yassena tylko o 1 punkt. No to pijem.

24 maja 2009

Dzisiaj rano tj. w niedzielę potwierdzono wiadomość, że za pół godziny będzie rozdanie nagród. Walter jeszcze o tym nie wie, ale jego „teamowy” Claudio wygrał m.in dzięki wariometrowi (oczywiście firmy Flymaster). Mam nowe wiadomości: firma wypuszcza za około miesiąc nowy model – połączenie waria z gpsem.

Dobra, a teraz nie o lataniu – W poniedziałek była niezła imprezka – Yassen miał urodziny. We wtorek poprawka.

Środa i czwartek latanie. Wieczorem znowu impreza. W piątek odwiedzamy targi paralotniowe – tam spotykam Polaków: szkolę Witka Sasa, Ewe Wiśnierską i kolegów Claudio – cały team FlyMaster. Claudio co dzień rano wita nas po polsku „dzień dobry”. Przed obiadem mówi „I must say something… śmaćnego”. Mówi że jesteśmy PO team. Generalnie to niezły jajcarz.

Zobacz też: