Paragliding World Cup w Bułgarii

Mission complete! 🪂
Celem wyjazdu na Paragliding World Cup do Bułgarii 🇧🇬 było zajęcie miejsca w TOP15 dającego awans na przyszłoroczny Superfinał w Szwajcarskim Interlaken 🇨🇭, aby spędzić 2 tygodnie maja w tym malowniczym miejscu w deszczu i drożyźnie 😅 Udało się i to z nawiązką 😊 Wywalczyłem 5 miejsce! 🥳

Nieskromnie powiem, że jest to jedno z najwyższych miejsc Polaka w PWC i choć śmiało można powiedzieć, że nie były to najmocniej obsadzone zawody, to wciąż poziom był podobny do Ikarusa, a wśród pilotów z 24 krajów było kilka gwiazd, z Mistrzem Świata Honorinem Hamardem na czele 🇫🇷🌎

Bułgarski Sopot pamiętałem z Mistrzostw Polski z 2018 roku (moich drugich zawodów ever) i pod względem latania bardzo przypadł mi do gustu ☺️

Podczas ostatniego tygodnia mieliśmy okazję sprawdzić, co się zmieniło przez ostatnie 8 lat. Wprawdzie jeżdżąc pomiędzy wioskami wciąż często widać bidę, z drugiej strony coraz więcej miejsc jest nowoczesnych i zadbanych 👍

Udało się nam wybrać na całodniowy trekking po pięknym rezerwacie Dzhendema oraz odwiedzić antyczny Plovdiv – miasto które niespodziewanie urzekło swoimi zabytkami, urokliwymi miejscami i artystycznym klimatem 🎭 Spotkaliśmy wiele radosnych i pomocnych osób, mimo iż nie zawsze łatwo było się dogadać po polsku czy angielsku 🩷

Zawody wpadły pomiędzy dwoma frontami atmosferycznymi, co pozwoliło rozegrać 4 w pełni ważne konkurencje 🏇🏇🏇

Już starty z powietrza miały element wow 🤩 Zdobywając maksymalną wysokość – nawet 3500m! – przed wyruszeniem na trasę wlatywaliśmy nad główną grań pasma Stara Planina, którą jeśli chodzi o wysokość można porównać do Tatr Zachodnich, z kolei rozległe kopułowate szczyty przypominają bardziej Karkonosze. Wlecenie za nisko nad te połoniny mogło zakończyć się przymusowym lądowaniem i wycieczką z plecakiem, co przytrafiło się raz jednemu zawodnikowi 🤭

Między-frontowe warunki z wieloma warstwami inwersji i wiejącą u góry północą, były nieraz bardzo wymagające. Odczuliśmy to już podczas pierwszego treningowego lotu zaraz po przyjeździe, gdy wraz z Kamą wybraliśmy się o 16 na bujanie się w spokojnym wieczornym warunie – a przynajmniej tak myśleliśmy. Kominy wciąż były bardzo mocne i rwące, częstowały nas klapami i nawet o 18 ciężko było wylądować. Niemniej był to dobry test glajta przed zawodami, bo okazało się, że w nowym komplecie lin założyłem w złej kolejności dwie linki od sterówek 😬

Task nr 1 był niesamowitą wycieczką cross-country: 106km głównym pasmem na wschód, przeskok wokół zbiornika Koprinka i powrót pasmem Sredna Gora. Podobno w drugiej części było pod nami tyle lasów, że nie było miejsc do lądowania, ale lecieliśmy z Dominikem wysoko po pięknych chmurkach na takiej kontroli, że kompletnie mnie to nie stresowało ⛅️ Stresowało mnie natomiast skrzydło i nowy, niewytrymowany zestaw linek, który co chwila serwował mi wkurzające klapki. Na końcówce musiałem odpuścić pełną belę i pogodzić się z 1.5-minutową stratą 😩

Przed następnym taskiem udało mi się przemierzyć glajta, skonsultować z Tomem Rochasem – test pilotem Niviuka, i zmienić trym na spokojniejszy 😇 I bardzo dobrze, bo drugiego dnia warunki zrobiły się bardziej suche – sporadyczne chmury fractus pokazywały, że podstawa jest niżej niż dnia poprzedniego – a mnie leciało się bardziej komfortowo. W połowie trasy jednak popełniłem błąd i musiałem nadrabiać niższą linią. To jednak pozwoliło mi znaleźć bardzo dobry komin i w dużej mierze odrobić stratę. Na przeskoku przez dolinę grupy rozdzieliły się. Grupa Honorina znalazła mocny komin na linii optymalizacji i myślałem, że karty zostały już rozdane – trzeba minimalizować dalsze błędy i straty. Moja grupa znalazła dobre noszenie przy punkcie i po kilku kilometrach ku mojemu i Dominika zaskoczeniu, wlecieliśmy nad prowadzącą grupę, która dryfowała w słabym noszeniu z punktu zwrotnego. Szybko okazało się, że dolot do goala będziemy robić przez lepiej działające góry – no to dawaj na żaglu za prowadzącym asem Morgenthalerem! 🇨🇭 Tuż przed Sopotem w końcu go dopadłem i jako pierwszy ruszyłem nisko na ostatni punkt zwrotny w dolinie 🔥Wśród szumu powietrza (przy 65km/h skrzydło i liny potrafią zagłuszyć wario i radio) usłyszałem wycie alarmu w trackerze ⚠️ O tyle zaskakujące i niepokojące, że wszystkie trudności mieliśmy już za sobą, a warunki były ok – wiatr max 15km/h. Po zaliczeniu ostatniego punktu zwrotnego i odwróceniu się do goala, zauważyłem lądujących tam zawodników – task stop nie był błędem urządzenia – coś musiało się stać 😟

Dostaliśmy info o akcji śmigłowca na trasie i poszukiwaniach chińskiego pilota, który lądował w górach na spadochronie ratunkowym. Niestety po kilku godzinach przyszła informacja najgorsza z możliwych 🥺 Pilot został znaleziony martwy w głębokim i skalistym wąwozie. System ratunkowy, który w przypadku utraty kontroli nad skrzydłem, jest naszą ostateczną ochroną przed przywaleniem z dużą prędkością w ziemię – nie uchronił go przed wpadnięciem w strome skaliste zbocze 😭 Wszystkich bardzo dotknęła ta wiadomość.. Mamy poczucie, że takie błędy się zdarząją i to mógł być każdy. Rozpoczęło się śledztwo, które mam nadzieję ustali, co było głównym powodem tak fatalnego finału i pomoże odpowiedzieć na pytanie jak ograniczyć takie tragedie. Może faktycznie skrzydła CCC są na tyle podatne na krawaty i trudne w regeneracji, że powinniśmy rywalizować na EN-C?

Po dniu przerwy, po zadaniu sobie bardzo ważnych pytań, decyzją większości pilotów i z apelem o układanie trasy w możliwie najbezpieczniejszy sposób, kontynuowaliśmy zawody.
Dwa kolejne taski były ping-pongiem pomiędzy „stabilną” doliną a lepiej działającymi górami. Trasę ułożono tak, by uniknąć najbardziej niebezpiecznych miejsc i ograniczyć wlatywanie w głębokie wąwozy. Jednocześnie warun zrobił się nieco bardziej spokojny 🙏

W 3-m tasku miałem świetny start. Będąc ze Standą 🇨🇿 w najlepszej pozycji, widzieliśmy, że grupa chce wrócić w góry by odrobić wysokość przed kolejnym wyskokiem w dolinę. Ja wymyśliłem, że polecę dalej na kolejną grań, by skrócić sobie ten wyskok. Jednak gdy po chwili obróciłem się sprawdzić gdzie jest Standa, okazało się, że jego pomysł był jeszcze lepszy – od razu wyskoczyć na płaskie i lecieć śmiało po linii optymalizacji 🤯 Ten zuchwały atak pozwolił mu zyskać ogromną przewagę, którą utrzymał do końca trasy 💪 a ja już teraz wiem, jak wygląda odlatujące podium PWC – białe Sky Harpy lecące 500m ode mnie po najkrótszej trasie 😜 Reszta tej konkurencji nie miała specjalnie znaczenia, choć próbowaliśmy zredukować stratę.
W 4-tym ostatnim tasku miałem niefortunną przygodę na starcie – otwarta kieszeń zapasu zmusiła mnie do top-landingu. W tym miejscu wielkie podziękowania dla Kamy, że jest przy mnie na starcie, zawsze mi pomaga ze splątanymi linkami i uspokaja 💏 Wystartowałem ponownie mając ledwie 30 min na wykręcenie 2 tys. metrów – udało się w samą porę i znów zaczynałem wyścig z 3300m na świetnej pozycji pomiędzy Honorinem i Standą 😁 Co za towarzystwo! I skoro już namierzyłem Hamarda to stwierdziłem, że tego dnia będę trzymał go na kontroli. No i w sumie tak się stało, jak on cisnął to i ja cisnąłem, a że tym ciśnięciem nade mną zyskiwał, to i czasem ja pocisnąłęm bardziej i nadrobiłem. Ostatecznie byłem 4-ty zaraz za nim i wspólnie wykręcaliśmy się z parteru w End of Speed Section 🌪️ Tym śmiałym poczynaniem awansowałem z 15-tego miejsca na miejsce 5-te 🏁

Dobra, wystarczy już tego wpisu i wystarczy już zawodów w tym sezonie. Pora zrzucić trochę paralotniowego balastu, powspinać się po skałkach i pojeździć na rowerze 🧗‍♂️🚵

Mam kilka wniosków i błędów do poprawy w przyszłym sezonie, m.in:
– zbyt pochopna zmiana komina w inwersyjnych momentach
– obawa przed ryzykiem wylotu po kresce na „błękitne” płaskie
– lusterko, chyba dorosłem do lusterka

Gratulacje dla Standy Klikara za piękne zwycięstwo na skrzydle Sky Harpy własnego projektu! 👏
Dzięki Polish Dream Team 🇵🇱 za wspaniałe towarzystwo na ziemi i w powietrzu 😊

Zobacz też: