O rekordzie Sycylii opowiada Agata

Yassen przyjechał i stwierdziliśmy, że w ogóle nie ma szans wystartować z tego startowiska bo zarosło kolczastymi krzaczorami. Tam się chodzi raz albo dwa razy w roku, kiedy jest taki warun żeby stamtąd lecieć i nikt tam tego nie czyści, bo to daleko. Na szczęście mieliśmy takie rękawice ze skóry i zaczęli wyrywać te chaszcze. Generalnie był silny wiatr ale na poziom startowiska w ogóle ten wiatr nie dochodził więc efekt był taki, że glajt nie wchodzi, nie wchodzi a później cię wystrzela. I tak mnie wystrzelił dwa razy, niepotrzebnie przyhamowałam i bach w te krzaki .Trochę krwi z kolan, ale nic poza tym. Zrezygnowałem – już się wypinam, wypinam i mówię: a nie, to jeszcze raz spróbuję. No i wystartowałam. Nawet chyba osłabł wiatr w tym momencie, później było jakoś komfortowo i wszyscy występowali bez problemu.

Aaa, jeszcze było to, że pierwszy przeskok zrobiliśmy i tam chyba pół godziny w parterze walczyliśmy, żeby się wykręcić Yassen z Gabrielem nawet nie startowali, bo mówili: zobaczymy czy oni się wykręcą czy nie, bo tak to przynajmniej zjedziemy samochodem, jak mamy wszyscy tam za rogiem dać w glebę. Ale nagle wyszło słońce i się wykręciliśmy. Później były wysokie podstawy i sobie przelatywaliśmy nad takimi małymi pagórami gdzie zazwyczaj startujemy super wysoko. Ponad 1000 metrów a startowisko było na 300 metrach. Tam nigdy nie ma termiki i to dziwne – więcej niż pięćset to ciężko.

Generalnie była wiatrotermika. Wiatr tam pomagał, a później były te kominy zwiewane do tyłu. A czasami jak była tam jakaś duża góra to się do przodu leciało i ciągle do góry, do góry, do góry. Nie było gdzie rozciągać – później się skończyła się plaża i góry. Jeszcze później było płasko więc wszyscy tam dolecieliśmy i koniec.Wyszło 99,25 km.

2023 09 sycylia xc

Zobacz też: